
Moja przygoda z terapią Tomatisa rozpoczęła się w roku 2008, kiedy u mojego syna stwierdzono śladowe dziecięce porażenie mózgowe (MPD), autyzm, zaburzenie sensoryczne oraz nadwrażliwość słuchową. Oczywiście w pierwszej chwili był szok, później wyparcie, a następnie faza aktywności: jak pomóc mojemu dziecku?
Na początku biegałam od lekarza do lekarza, odwiedziłam wiele gabinetów terapeutycznych, no i oczywiści czytałam. Dużo czytałam. Internet był moją skarbnicą wiedzy. Niestety nie wszystko wtedy można było znaleźć w internecie, a już na pewno nie na stronach polskojęzycznych. Nawet gdy chciałam wprowadzić dziecku dietę bezglutenową i bezmleczną produkty tego typu były trudno dostępne, nawet w Warszawie, gdzie mieszkamy. Obecnie są one w prawie każdym sklepie osiedlowym. Niestety nie jestem mamą kucharką, nie mam zdolności kulinarnych, a już na pewno nie potrafię ugotować coś „na oko”. Syn miał też ( i nadal ma) dużą wybiórczość pokarmową. Wiąże się z tym również wybiórczość ze względu na zapach, jak i konsystencję. Z pomocą ruszyli znajomi, którzy co i rusz podsyłali mi linki do stron o wszelkich nowinkach i zdobyczach współczesnej medycyny. Po wielu perypetiach i nietrafionych wizytach w różnych poradniach i u różnych lekarzy trafiłam na panią dr Tomaszewską-Kryk, która zajęła się nami kompleksowo. Wspierała mnie radą i ukierunkowywała na przeróżne terapie. Wiedziała przede wszystkim od czego zacząć i w jakiej kolejności robić terapie, tak aby jedna nie wykluczała drugiej. Oczywiście tutaj też niezbędna była moja obserwacja syna i matczyna intuicja.
Na początek, tuż po badaniach i diecie, chciałam wprowadzić dogoterapię lub hipoterapię, ale syn przeraźliwie bał się wszelkich zwierząt. Długo zastanawiałam się co zrobić. Ja, wychowana w domu, w którym nieodłącznym atrybutem były psy, niestety nie mogłam mieć w domu psa, bo Mati panicznie się ich bał. Każdy najmniejszy piesek powodował u niego, że włączał się mechanizm „ucieczka”. Każde szczeknięcie było dla niego zbyt głośne. Reasumując: zapach, sierść, hałas były dla niego zbyt uciążliwe. Również nasza pierwsza wizyta na koniach skończyła się histerią. Później doszłam do wniosku, że to zapach konia był dla niego „nie do przejścia”. Wtedy też doszłam do wniosku, że w naszym przypadku najlepsza będzie delfinoterapia. Jednak, aby terapia z delfinami przyniosła pożądany skutek, należało zrobić przynajmniej dwa etapy terapii Tomatisa jeszcze przed wyjazdem. Efekty terapii nie były spektakularne, ale na pewno udało się nam na ten moment zmniejszyć jego nadwrażliwość słuchową oraz zwiększyć koncentrację. Syn miał wtedy skończone 4 lata, prawie w ogóle nie mówił (10 sylab) i nie wiedzieliśmy nawet, czy jest dzieckiem upośledzonym umysłowo czy też nie. Po powrocie z delfinoterapii syn mówił już bardzo dużo, wprawdzie jego mowa była niezrozumiała, ale mówił. Zresztą do tej pory jego mowa wciąż nie jest płynna. Jest to efekt porażenia mózgowego nad którym ciągle pracujemy. Po delfinoterapii zrobiliśmy dwa kolejne etapy terapii Tomatisa.


W wieku siedmiu lat syn przeszedł testy psychologiczne oraz testy na inteligencję, po których zdecydowaliśmy się go wysłać do ogólnodostępnej szkoły podstawowej. Nie była to ani klasa specjalna, ani integracyjna, co uważam za nasz największy sukces. Te 4 lata pomiędzy drugim a szóstym rokiem życia były bardzo intensywne jeśli chodzi o terapie, ale też i najbardziej efektywne. Później jeszcze dwukrotnie wracaliśmy do terapii Tomatisa z synem, przy czym również na terapię zaczęła uczęszczać moja córka u której już w przedszkolu zauważyliśmy problemy z koncentracją. Do tego doszły problemy z czytaniem i pisaniem oraz dysleksja.
Wtedy też zaczęłam myśleć, iż sama chciałabym się tym zajmować. Jesteśmy (jako rodzina), żywym dowodem na to, że terapia działa. Jako mama mogłabym opowiadać godzinami o efektach, jakie osiągnęliśmy w ciągu tych lat po poszczególnych etapach terapii. Jedne były lepsze, drugie gorsze. Niektóre zależały od osobowości prowadzących, a na inne wpływ miały inne czynniki zewnętrzne, np. uciążliwość dojazdów, itp. Każde dziecko jest inne i nie ma uniwersalnego remedium dla wszystkich.
Terapia Tomatisa na pewno nie jest terapią szybką ani łatwą, potrzeba czasu i cierpliwości aby zobaczyć efekty, ale z pewnością docenią Państwo korzystny wpływ na zdrowie Waszych Dzieci.



